Gazeta.pl omawia artykul Konrada Schullera w F.A.Z na temat metod językowych niemieckich urzędów ds. młodzieży (Jugendamtów): http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5956120,FAZ__Polacy_znow_czuja_sie_germanizowani.html

Artykuł ten wywołał ożywioną dyskusję na forum Gazety. Przytaczam w całości niezwykle ciekawą wypowiedż internauty helmutto:

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=87322423&a=87351892

 Wedlug mojego zyciorysu jestem formalnie w polowie Niemcem i w polowie Polakiem.
Z wyksztalcenia glownie po niemieckich szkolach i uniwersytetach. Pracuje i
mieszkam w Polsce od prawie siedmiu lat. Moja integracja w roznych kregach w
obydwu panstwach, jak i amatorskie zainteresowanie polityka i spoleczenstwem,
niestety prowadzi do wniosku, ze ukryta germanizacja, jakkolwiek by sie to slowo
dzis pozytywnie sprzedawalo i zastepowalo wyrafinowanymi wyrazeniami, jest
faktem. Powiem wiecej: nasila sie.

Spoleczenstwo niemieckie funkcjonuje wedlug socjologicznej zasady: Der Herr und
seine Diener, czyli - nie trzymajcie mnie za slowa - Wladca i jego poddani.
Chodzi o to, ze od stuleci Niemcy maja wielki respekt do autorytetow, ale
pogarde dla slabszych. Rownorzednych znajduja rzadko, nawet wtedy szukaja
miekkich czynnikow, by jednak byc ponad nimi, co swietnie obrazuja relacje z
Rosja czy Francja przez stulecia. Po II. Wojnie Swiatowej zapatrzeni w Ameryke
(oprocz oczywiscie Dolce Vita), od niej sie w polowie lat 90-tych ubieglego
stulecia odwrocili. A jej miejsca nie zastapila zadna UE jako alternatywa w
postaci nadrzednej idei, bo dla nich co najwyzej Francuzi sa partnerami na tym
samym poziomie, czesciowo ze wzgledu na kulture Wlosi. Oczywiscie pomniejsze
narody typu Szwedzi czy Holendrzy sa traktowani powaznie, ale nie sa partnerami,
bo sa slabi przez ilosc. Za to Rosja to odwieczna milosc, ktora odzyla bardzo
mocno juz za Jelcyna, co ciekawe, takze w bylym NRD, nawet jesli inaczej niz za
czasow ZSRR i w zachodnich Niemczech. Jako najwiekszy platnik netto w UE
uwazaja, do tego najwiekszy kraj, z najwiekszym PKB itd., ze sa w UE numer 1.
Tyle, ze kieruje nimi pragmatyzm biznesowy, polityczna poprawnosc przez wiadome
obciazenia historyczne oraz akceptacja mniejszego zla jak np. horrendalnych
doplat dla francuskich rolnikow. W gruncie rzeczy jednak chodzi o dominacje,
nawet jesli przez armie szarych eminencji w strukturach UE (ciekawostka:
dlaczego EBC - jako jedna z najnowszych instytucji i decyzji w UE - jest akurat
w Niemczech?). To wszystko jest ulozone na wiele, wiele lat. Strategia
geopolityczna jest jasna, ustawiona praktycznie po cudzie gospodarczym w latach
60-tych i konsekwentnie realizowana. Od jakis 10 lat np. odkreca sie juz
oficjalnie historie, przesuwajac praktycznie caly narod niemiecki do grupy ofiar
nazistow. Pompuje sie miliony w niemieckie kino, sztuke, organizacje, system
edukacji itd., ktore na wyzszym poziomie i przy uzyciu przeciez dopuszczalnych
srodkow artystycznej interpretacji na koncu dnia maja wykreowac dobrego Niemca.

Stad rozwalaja mnie teksty, zwlaszcza Polakow czy Slazakow itd., ale takze np.
Niemcow znad Wolgi, ze kazdy narod ma dobrych i zlych. W domysle z podobnym
rozkladem. I wlasnie o to chodzi! Zeby nikt nie patrzyl uczciwie na statystyki,
tylko uznal za wlasciwa redukcje do niskiego trywializmu postrzegania relacji.
Lacznie caly szereg roznych dzialan opiniotworczych, lacznie z manipulowaniem
retorycznym i historycznym, ma doprowadzic do oczyszczenia Niemcow z winy i
odpowiedzialnosci, za ktora musza isc wlasciwe postawy, czyli bicie sie po
piersiach i przepraszanie calego swiata przez nastepne generacje.

Nie chcac zbytnio rozwiajac calej tej otoczki, chce jednak podkreslic, ze
wlasnie jednym z elementow jest utrzymywanie jednorodnosci spoleczenstwa. Setki
razy slyszalem, czy to w stosunku do Polakow, Turkow czy innych nacji: tak,
fajnie ze jestes taki oryginalny, mowisz jeszcze innym jezykiem nawet lepiej niz
niemieckim, doceniamy Twoj folklor (podkreslam: folklor), ale jesli chcesz tutaj
zyc, to MUSISZ zaakceptowac tutejsze reguly gry. A glowna zasada w odniesieniu
do omawianego tutaj tematu to: docelowo trzeba byc przynajmniej takim jak
Niemcy, jesli nie da sie stac po prostu Niemcem. Moglbym podawac przykladow
wrecz niezliczone ilosci. Silnym dowodem jest tutaj totalna, iscie totalna
porazka integracji Turkow, w duzej mierze takze Wlochow czy Hiszpanow, a np.
"Jugole" jako hardy narod juz sobie dawno odpuscili. Ale Polacy maja duzy
potencjal do integracji, czesto staja sie bardziej niemieccy niz Niemcy,
zwlaszcza gdy emigrowali jako przesiedlency w latach 80-tych. Sorry, oczywiscie
oni byli wtedy takze Niemcami, ale wylacznie formalnie (naprawde bez zlosliwosci
z mojej strony).

Nieprawda jest, ze taka akcja jak polska matke u logopedy moglaby spotkac
Turczynke czy Wloszke. Mieszkalem m.in. w dzielnicy Kreuzberg w Berlinie, gdzie
udzial mniejszosci tureckiej dochodzi srednio do dobrze ponad 50%. Tam pierwsza
generacja Turkow z reguly w ogole nie mowi sensownie po niemiecku. Druga owszem,
ale nierzadko nie najlepiej. Gdyby jakis logopeda czy pracownik socjalny rzucil
haslo o przestawieniu sie na niemiecki w domu (czyli do tego oczywiscie muzyka,
telewizja, spotkania rodzinne, sasiedzi itd.), to od razu bylaby afera o rasizm.
Prawdopodobienstwo akceptacji takiej metody czy to u Wlochow czy "Jugoli"
szacuje na poziomie maksymalnie 20%, glownie przez to, ze niektorzy z nich
bardzo chca sie zintegrowac, chociazby dla dobra dzieci, by mialy szanse nie
uderzyc o szklany sufit dla mozliwego poziomu awansu spolecznego. Mialem sam
kilku kumpli z takich rodzin np. na studiach we Frankfurcie nad Menem, gdzie ok.
30% ludnosci to cudzoziemcy.

Podsumowujac:

1. Jesli Niemcy uznaja potencjal za godny uaktywnienia, to beda kazdego
cudzoziemca mniej lub bardziej przebiegle pchac na tory "zniemczenia",
najpozniej w nastepnej generacji. Tutaj o prawdziwej sprawiedliwosci czy
respekcie dla odmiennosci nie ma co marzyc. Chociazby dowodzi tego zmiana prawa
kilka lat temu, ze dzieci Niemcow, urodzone po 2003 roku (nie pamietam dokladnie
czy to ten rok, ale w poblizu na pewno) za granica Niemiec, jesli urodza dzieci
tez za granica, to te ostatnie dzieci nie przejmuja juz obywatelstwa
niemieckiego, chociaz ich rodzice, czyli te pierwsze dzieci, maja obywatelstwo
niemieckie. Wniosek: mozesz przekazywac obywatelstwo niemieckie, ale siedz tu na
miejscu, albo jak juz siedzisz rodzinnie nawet od 150 lat gdzies nad Wolga czy
na Syberii, to my sie odcinamy od twojego potomstwa. Czyli poddanego, ktory nie
jest lojalny wobec wladcy, spotyka kara w postaci wykluczenia.

2. Jugendamt to od tej strony istny hardkor, bo faktycznie nie tylko prawnie ma
wielkie pole do manewru, silna pozycje w systemie urzedniczym oraz jest glownie
obsadzony przez podwojnie "skreconych" lewicujacych Niemcow, ktorzy w 1967 i
1968 wolali: Mach kaputt, was dich kaputt macht! (Niszcz to, co ciebie niszczy!)

3. Polacy w Niemczech, ale tez z niemieckiej perspektywy w ogole, nie sa i dlugo
nie beda postrzegani jako rownorzedni partnerzy (moge podac dziesiatki
argumentow i przykladow) i beda zawsze traktowani z gory, czyli swiadomie i
takze podswiadomie, nawet w dobrej wierze, bedzie im sie proponowac Niemieckosc,
czesto w ladnym opakowaniu metodycznym, ale konsekwentnie. Jesli sie jednak odpowie:
Nein, danke!, wtedy krotki i mocny strzal w kolanko i nie ma ze boli. Bo jak
mozna tak bezczelnie i glupio odrzucic wielkopanska oferte!